Gdy wychodziła z łazienki on jeszcze leżał na podłodze.

W tym hotelu byli już tak często, że oboje czuli się tu jak u siebie. Chociaż zmieniały się numery pokoi, to uniformizacja powodowała, że po zamknięciu drzwi z wywieszoną kartką „Proszę nie przeszkadzać” nie miało znaczenia, ani piętro, ani widok z okna.

Jego oddech jeszcze nie do końca był spokojny. Widać było zmęczenie. Dodatkowo upał robił swoje. Sama zresztą też czuła się zmęczona, ale w porównaniu z jego wysiłkiem samo wypięcie tyłka jest jak odpoczynek. On naprawdę pieprzy jak królik. Gdy trzyma ją za pośladki i wpycha głęboko swojego nabrzmiałego kutasa strużki potu spływają jej po wygiętym kręgosłupie. A przecież tylko klęczy. To ma się nijak do jego dzikiego pieprzenia. Zwłaszcza, że za drugim razem może robić to nieskończenie długo. Ona to najlepiej lubi, gdy bezwładnie poddaje się jego działaniu, a fale orgazmów zalewają ją jedna za drugą z coraz to większą częstotliwością. Zanim się spuścił się drugi raz potrafiła z trzy razy wykrzyczeć z konwulsjach orgazmu jego imię lub tylko błagalne „Kuuuurwa” oznaczające błaganie by nie przestawał.

On znał już jej ciało i wiedział ile mu zostało do kolejnej fali rozkoszy, więc czasem po własnym orgazmie nie przestawał jej pieprzyć, a wiotczejący kutas doprowadzał ją do kolejnych skurczów i krzyków. Nie wychodząc z niej opadali bez sił na łóżko lub jak tym razem, na podłogę. Czasem szła po jakimś czasie do łazienki czy to się wysikać, czy zetrzeć reszki spermy z uda, wypchniętej jego tłokiem z rozpalonej pizdeczki.

Szła naga. Po drodze wypiła dwa łyki coli z butelki i nie zamykając jej wyciągnęła rękę w jego stronę z pytaniem czy chce też. Pokręcił głową przecząco. Dalej leżał bez ruchu. Z rękoma pod głową. Z rozłożonymi nogami. Jego kutas spał teraz na udzie. Podeszła bliżej niego. Stanęła okrakiem zatrzymując stopy na skraju jego bioder. Wzięła jeszcze kilka łyków z butelki unosząc głowę do góry. Obserwował ją z dołu. Podobała mu się. Była śliczna. Szczupła, ale z kształtnymi biodrami. Gdy unosiła głowę do picia jej sterczące jak psie mordki piersi eksponowały się jeszcze bardziej. Mokre od potu włosy opadały jej na czoło i wyglądała jakby wyszła z kąpieli. Odstawiła butelkę na stoliczek i wróciła do pozycji, jaką zajmowała przed chwilą opierając dłonie na biodrach. On usiadł na podłodze podpierając się z tyłu rękoma. Jego nogi leżały pomiędzy jej nogami. Uśmiechnął się i pokazał jej język zawadiacko nim ruszając.

Jakby na to czekała. Uśmiechnęła się również i zrobiła mały krok do przodu. Lekko ugięła nogi i jego usta były już na wysokości pizdeczki. Przesunął po niej delikatnie językiem. Wzdłuż szparki. Z dołu do góry. I jeszcze raz. I kolejny. Rozchylał językiem jej płatki. Wyczuł słodki smak jej nektaru. Uwielbiał do. Przywarł całymi ustami. Obejmował całą jej pizdeczkę. Otwierał i zamykał usta jakby chciał spić wszystko, co ma jej smak. Wsuwał język. Był łapczywy, ale delikatny. Odsunął lekko głowę a ona sama rozchyliła oburącz swoje wargi. Widział jak różowe wnętrze otwiera się. Patrzył na napiętą łechtaczkę. Czubkiem wilgotnego języka dotknął czubka łechtaczki. Delikatnie. Raz. Drugi. Poruszał samym językiem. Powoli. To wzdłuż, to w poprzek, to znów zataczał kółka. Stała wygięta w pałąk trzymając płatki pizdeczki i z góry obserwowała pełna ciekawości i podniecenia każdy jego ruch. On tymczasem nie przerywał. Delektował się jej smakiem. Drażnił czubek łechtaczki. Czasem zsunął się niżej liżąc jej naciągnięte wargi. Wpychał się w ich zakamarki. Teraz objął ustami jej łechtaczkę. Ssał ją. Miał ją w ustach. Wciągał jak tylko mógł a wewnątrz ust drażnił ją nieustanie językiem. Złapała go za włosy i przycisnęła mocniej. Już ciekawość przegrała z rozkoszą. Zresztą oczy same się jej zamykały, więc niosły ją tylko odczucia.

Rozszerzała instynktownie coraz bardziej nogi i przyciskała jego głowę. Była cała wilgotna. Jego język tym razem wpychał się do jej dziurki. Kolana uginała coraz bardziej. Trzymała oburącz go za włosy i napierała jakby myślała, że może włożyć do pizdeczki całą jego głowę. Jakby tą głowę chciała zgwałcić. Była cała wilgotna. Śluz i ślina były wszędzie. Na udach. Między jej pośladkami. Jego twarz, aż się świeciła. Ocierała się o nią. Chciała żeby ja zalizał na śmierć. Żeby nie przestawał.

Z premedytacją zahaczała o jego nos. Wycierała się o jego czoło i włosy a potem znów wracała kierują się na wirujący jak szalony język. On w tym czasie oblizał swoje dwa palce, środkowy i serdeczny, i wsunął je jej do środka. Nie wytrzymała. Nogi całkowicie odmówiły jej posłuszeństwa i bezwładnie ugięły się. Opadała powoli na niego bacząc by nie pozwolić jego ustom oderwać się od jej źródła rozkoszy. Leżał a ona klęczała nad jego twarzą. Powoli opadając dalej. Jednym, zgodnym ruchem obrócili się. Leżała na plecach z szeroko rozsuniętymi, ugiętymi udami. On na brzuchu pomiędzy nimi. Podała mu się jak na tacy.

Ponownie wsunął w nią dwa palce. Nie musiał ich oblizywać. Pizdeczka nie była wilgotna. Ona była mokra. Ona była źródłem. Zagiął lekko place ku górze. Przywarł ustami do łechtaczki. Język zaczął wirować we wszystkie strony. Pod palcami wyczuł zgrubienie odróżniające się od aksamitu jej wnętrza. Poruszał nimi. Wpychał je głęboko nie odrywając ust. Palce i język weszły w synchroniczny ruch. Coraz szybszy. Coraz intensywniejszy.

Z każdą sekundą jej oddech przyśpieszał. Zaczął odczuwać jej skurcze. Oko obniżającej się maciczki już go dotykało. Wiedział, że wielkimi krokami zbliża się jej orgazm. Jeszcze kilka ruchów.

Jeszcze kilka zawirowań języka...