W piątkowy wieczór dotarliśmy na miejsce. Po zameldowaniu się, poczłapaliśmy do naszego pokoju, na drugie piętro. Otwieram i... hmmm... cholera, nie uwierzy mi, że tego nie zaaranżowałem! Łóżka są zestawione razem, w jedno duże.

- E... Ewa, widzę, że mają tu bałagan, zamawiałem, bardzo zdecydowanie dwa oddzielne! Zaraz je rozstawię.

– Kotek, co za problem, przecież chyba jesteśmy dorośli? – Dorośli – co ona ma na myśli? – nie potrafiłem tego przeniknąć. Przecież to właśnie po dorosłych, nie po dzieciach, można by się było spodziewać jakichś niechcianych zaczepek... ale, skoro tak mówi...

– No, jeśli ci nie przeszkadza, to nie będziemy przemeblowywać, ale pamiętaj, proszę, że to nie są moje podstępy. Podobasz mi się, uważam, że jesteś świetna laska... mimo to nigdy bym nie organizował niezręcznych dla ciebie sytuacji.

– Wyluzuj, Kotek – rzuciła i szturchnęła mnie lekko w bok – rozpakujmy się już. W końcu poszliśmy do łóżek. Każdy do swojego. Długo, po ciemku, gadaliśmy o różnych, czasem bardzo osobistych, sprawach. Zdarzało się, że dla podkreślenia zainteresowania albo współczucia dla siebie, dotykaliśmy swoich rąk.